Założono w 2008 · Wydanie cyfrowe · 19 czerwiec 2026

SMB IT Journal

Źródło wiedzy o technologiach informatycznych dla małych firm

Polski
Licencjonowanie

Zrozumieć Virtual Desktop Infrastructure

VDI (czyli Virtual Desktop Infrastructure) od kilku lat jest na ustach wszystkich w kręgach IT. Gdy wirtualizacja serwerów stała się normą, naturalnym było spojrzenie na komputery stacjonarne jako na kolejną granicę w wirtualizacji. W odróżnieniu od serwerów, komputery stacjonarne są jednak dotknięte kilkoma ważnymi czynnikami, które należy omówić i uwzględnić zanim po prostu wskoczymi na modę VDI. VDI to wspaniała i cenna technologia, ale jak każda technologia ma swoje miejsce i wymaga starannego rozważenia.

Najpierw musimy przyjrzeć się ważnej koncepcji wpływającej na VDI – idei współdzielonego przetwarzania. W przypadku serwerów naturalnie zakładamy, że serwery i świadczone przez nie usługi nie służą do konsumpcji jeden do jednego, ale będą wykorzystywane przez wielu użytkowników. Ta koncepcja istnieje i zawsze istniała w świecie komputerów stacjonarnych, często określana mianem usług terminalowych. Serwery terminalowe są serwerową odpowiedzią na potrzebę scentralizowanych zasobów pulpitu i były standardem dosłownie jeszcze przed pojawieniem się komputerów stacjonarnych.

Interesującym fragmentem historii informatyki jest to, jak świat Windows wchodzi w interakcję z koncepcją serwerów terminalowych. Większość systemów operacyjnych, a w szczególności te, które nadal są w użyciu, została zaprojektowana od podstaw jako systemy wieloużytkownikowe i zawsze tak była. Idea, że jeden użytkownik siędzie przed komputerem jako „główny” użytkownik, a inni będą obywatelami drugiej kategorii lub nie będą istnieć wcale, właściwie nie istniała – wszyscy użytkownicy byli traktowani równo. Windows, w odróżnieniu od rodziny UNIX, wywodził się ze świata systemów jednoużytkownikowych, wywodzącego się z DOS-a i DOS/Windows, które nie były wieloużytkownikowe, a gdy Windows NT został opracowany jako system wieloużytkownikowy, wielu programistów traktowało go tak jak zawsze – tworząc oprogramowanie, które nie działało dobrze lub często w ogóle w trybie wieloużytkownikowym.

Ten ekosystem oprogramowania unikalny dla Windows (praktycznie nie mógłby istnieć na Linux, na przykład, ponieważ takie oprogramowanie byłoby po prostu uznane za wadliwe ze względu na sposób, w jaki ekosystem i wdrożenia tam funkcjonują) stworzył ciekawy problem – część oprogramowania i zadań można łatwo obsłużyć przez serwery terminalowe identycznie jak w dowolnym systemie UNIX, podczas gdy wiele innych aplikacji nie może być obsługiwanych przez serwer terminalowy i wymaga dedykowanego wystąpienia systemu operacyjnego dla każdego użytkownika.

To właśnie ten historyczny czynnik prowadzący do znaczącej różnicy w ekosystemach oprogramowania stworzył fundamentalną potrzebę VDI i wyjaśnia, dlaczego VDI powstało jako unikalne zjawisko w świecie Windows i pozostaje, dla wszelkich praktycznych celów, dla niego ekskluzywne. Dlatego bardzo ważne jest zrozumienie, że VDI pojawiło się koncepcyjnie jako sposób na zaspokojenie potrzeby, która istniała wyłącznie z powodu deficytów w aplikacjach innych firm, a nie z powodu wewnętrznej natury samego Windows w jego obecnej formie, ani dlatego, że VDI był lepszym podejściem do wirtualizacji lub hostowania usług desktopowych użytkowników końcowych. W rzeczywistości możemy nawet spojrzeć na VDI jako na niefortunny kludge, potrzebny jedynie w sytuacjach, gdy chcemy zwirtualizować lub scentralizować zasoby desktopowe, a część oprogramowania potrzebnego do uruchomienia na tych systemach nie może działać w trybie wieloużytkownikowym. VDI jest mechanizmem awaryjnym dla szczególnych sytuacji, a nie pożądanym podejściem do wirtualizowanych lub scentralizowanych usług desktopowych użytkowników końcowych.

Ważne jest, aby zauważyć, że z powodu powszechnego stosowania VDI i konieczności jego użycia, inwestycje w technologie wspierające VDI doprowadziły do możliwości, że w wielu przypadkach VDI może faktycznie przewyższać serwery terminalowe, choć architektonicznie wydaje się to niemal niemożliwe. W zasadzie dzieje się tak dlatego, że niesamowita ilość badań i rozwoju idąca w warstwę hypervisora może przewyższać te same komponenty w samym systemie operacyjnym, co może prowadzić do lepszego zarządzania CPU, pamięcią i zasobami. Jest to całkowicie zależne od unikalnej sytuacji, oczywiście, ponieważ każdy system operacyjny, każdy hypervisor i każdy zestaw narzędzi VDI są unikalne, podobnie jak testowane obciążenia robocze, więc wyniki będą się znacznie różnić.

Poważną kwestią do rozważenia jest też, z powodu wspomnianej wyżej skupionej na Windows natury koncepcji VDI, licencjonowanie. Gdybyśmy spojrzeli na VDI z perspektywy Linux, mielibyśmy niewiele lub wcale problemów z licencjonowaniem i VDI rywalizowałoby z tradycyjnymi usługami terminalowymi wyłącznie na podstawie zalet technicznych – ale w praktyce tak nigdy nie jest. Największym pojedynczym czynnikiem w podejmowaniu decyzji dotyczących VDI jest licencjonowanie Microsoft.

Licencjonowanie VDI jest zarówno drogie, jak i skomplikowane. Firmy rozważające wirtualizację zasobów desktopowych Windows muszą starannie ważyć korzyści zarówno wobec dużych kosztów odpowiedniego licencjonowania, jak i potencjalnie dużego narzutu na zarządzanie licencjami. Wejście w VDI będzie prawdopodobnie oznaczało dużo drogocennego czasu IT poświęconego na badania licencyjne, monitorowanie i szkolenia – co jest często pomijanym aspektem kosztów licencjonowania.

VDI jest nieco trudnym tematem do omawiania w ogólnych kategoriach, ponieważ jest to temat nieco nieuchwytny. Jeśli zwirtualizujemy komputer stacjonarny, czy nie staje się on serwerem? Jeśli używamy systemu operacyjnego przeznaczonego do zastosowań serwerowych, czy zmienia to definicję VDI? Czy VDI oparty jest na przypadkach użycia, licencjonowaniu czy kategoriach produktów?

Prawdziwa odpowiedź leży w tym, że dla branży VDI jest technicznie jednym, ale w praktyce dla Microsoft – jedynego kluczowego gracza w tej przestrzeni jeśli chodzi o licencjonowanie – oznacza coś nieco innego. VDI to technicznie wirtualizacja instancji „graficznego użytkownika końcowego” jeden do jednego – czyli pojedyncza maszyna wirtualna używana przez jednego użytkownika, podobnie jak tradycyjny fizyczny komputer stacjonarny lub laptop. Dla Microsoft, którego obawy są nieco inne niż branży, termin ten odnosi się do wirtualizacji „desktopowych” systemów operacyjnych Windows. Jeśli zwirtualizujesz „serwerowe” systemy operacyjne Windows, Microsoft nie uznaje tego za VDI. Musimy więc rozumieć te dwa poglądy na tę koncepcję, aby uniknąć dezorientacji. W rzeczywistości używanie serwerowych systemów operacyjnych Windows w celu ominięcia potrzeb licencyjnych VDI dla desktopów Windows stało się bardzo standardowym i powszechnym rozwiązaniem. Musimy jednak pamiętać o naturze kludge VDI – i choć rozwiązuje to problem oprogramowania nieprzystosowanego do trybu wieloużytkownikowego, nie adresuje bardzo realnej możliwości, że oprogramowanie zostało napisane z oczekiwaniem desktopowych systemów operacyjnych i że dość prawdopodobne jest znalezienie oprogramowania użytkownika końcowego, które jest zablokowane (celowo lub niecelowo) jedynie dla desktopowych systemów operacyjnych lub jest potencjalnie licencjonowane tylko na tych platformach.

Ostatnią główną kwestią w podejmowaniu decyzji dotyczących VDI jest to, że w odróżnieniu od serwerów, które po zwirtualizowaniu są całkowicie zwirtualizowane, komputer stacjonarny nie może być traktowany w ten sam sposób, ponieważ zawsze istnieje dla niego komponent fizyczny. Użytkownik końcowy zawsze będzie potrzebował monitora do patrzenia, klawiatury do pisania, głośników do słuchania i tak dalej. Dlatego planując przejście na VDI, musimy uważać, aby nie przeoczyć faktu, że nie eliminujemy potrzeby zakupu i utrzymania komputerów stacjonarnych – po prostu przenosimy miejsce przechowywania systemu operacyjnego. Możemy ponownie wdrożyć starszy sprzęt do zdalnego dostępu, przejść na thin clienty lub nowo określone i przeważnie pozbawione treści zero clienty, lub użyć istniejących „fat clientów” w podwójnej roli – zarówno jako klientów zdalnego dostępu, jak i do świadczenia własnych usług desktopowych.

Wirtualizacja komputera stacjonarnego z pewnością oferuje nam wiele wspaniałych możliwości i dużą wartość, jeśli robimy to z właściwych powodów i rozumiejąc jak, dlaczego i kiedy stosować VDI. Niestety, jak wiele trendów technologicznych, stała się ona odruchową reakcją – chęcią przejścia na VDI bez przeprowadzenia właściwej oceny i wypracowania jasnego obrazu tego, jak VDI wpasuje się w nasze własne środowiska. Jeśli nie mamy jasnego powodu wyboru VDI, jest bardzo mało prawdopodobne, że wdrożymy je w pozytywny sposób.

Na koniec bardzo ważne jest uwzględnienie niezbędnych zestawów umiejętności, które będą wymagane do prawidłowego przejścia na VDI. Z czysto technicznego punktu widzenia, wrzucenie Windows 10 VM na Hyper-V stanowi VDI, ale z praktycznej perspektywy nie tak będzie zaprojektowane efektywne VDI. VDI wymaga nie tylko specjalistycznej wiedzy licencyjnej wspomnianej powyżej, ale zazwyczaj wiąże się z dość unikalną znajomością nowoczesnych i bardzo wyspecjalizowanych zestawów narzędzi i produktów VDI, współdzielonego storage'u w zastosowaniu do VDI, protokołów zdalnego dostępu, thin clientów lub zero clientów i wielu innych. Wdrożenia VDI należą do technicznie unikalnych komponentów infrastruktury, co prowadzi do wielu nieznanych i wyzwań dla każdej organizacji.

Otagowanovirtual desktop infrastructure

Reklama

SMB IT Journal — the IT resource for small business